Åsa Hellberg – od miłości do zbrodni (Rafał Chojnacki)

Åsa Hellberg przez lata rządziła wśród list bestsellerów, pisząc skandynawskie powieści z gatunku „feelgood literature”. To rodzaj historii obyczajowych z pozytywnym przesłaniem, czasem bliższy romansowi, z elementami humorystycznymi. Na polskim rynku znamy go choćby z powieści Frederika Backmana i Jonasa Jonassona. Hellberg zwykle pisała o silnych, dojrzałych kobietach i rodzinnych sekretach. Teraz ta sama autorka sięga po kryminał.

Kim jest Åsa Hellberg?
Pisarka urodziła się w 1962 roku w Fjällbace – malowniczej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji, tej samej, którą na mapę światowej literatury kryminalnej wpisała Camilla Läckberg. Dziś mieszka pod Sztokholmem, a poza pisaniem zajmuje się coachingiem i wykładami.

Do literatury weszła stosunkowo późno. Debiutowała w 2012 roku powieścią Sonjas sista vilja (Ostatnia wola Sonji) i od razu trafiła w gust czytelników. Od tego czasu stała się jedną z najważniejszych postaci szwedzkiego feelgoodu – gatunku, który łączy lekkość, ciepło i emocjonalną szczerość. Jej książki opowiadają o silnych, atrakcyjnych kobietach po pięćdziesiątce: ich miłościach, przyjaźniach, rodzinnych tajemnicach i prawie do drugiego (lub trzeciego) życia. Bohaterki nie są ani ofiarami, ani idealnymi matkami – są żywe, czasem impulsywne, często zagubione, ale zawsze pełne energii.

Powieści Åsy Hellberg ukazały się w niemal dwudziestu krajach Europy. Regularnie nominowano je do nagród, m.in. Årets Feelgood, Adlibrispriset i Storytel Awards. Autorka przez ponad dekadę konsekwentnie budowała swój literacki świat – od współczesnych romansów obyczajowych po historyczną sagę inspirowaną historią własnej rodziny.

W 2025 roku zaskoczyła jednak wszystkich. Po latach dominacji w feelgoodzie postanowiła zmienić gatunek i napisała swój pierwszy kryminał. Tak narodziła się seria Kostermorden i jej nietypowa bohaterka – 62-letnia policjantka Vega Varg.

Dlaczego kryminał?
Po ponad dekadzie i kilkunastu książkach Åsa Hellberg poczuła, że w swojej działce literatury zrobiła już prawie wszystko. W wywiadzie dla Bonniers Bokklubb mówiła wprost:

Uznałam, że zrobiłam już większość tego, co da się zrobić w feelgoodzie – od trochę szalonych historii po historyczne dramaty o mojej własnej rodzinie. Nadszedł czas, żeby przetestować coś zupełnie nowego i dać sobie wyzwanie. Moja wydawczyni na początku wyglądała trochę sceptycznie, ale szybko zmieniła zdanie, gdy zrozumiała, że mówię poważnie.

Zmiana gatunku nie była jednak tylko artystyczną zachcianką. W rozmowie podczas spotkania autorskiego na Wyspach Koster Hellberg mówiła o realiach rynku:

Gatunek feelgood jest przeludniony. Tort nie rośnie, a liczba autorów, którzy chcą się nim podzielić, tak. To nie było już zrównoważone. Żeby przetrwać, musiałam zrobić coś innego.

Przyznaje, że była ostrzegana przed zmianą gatunku, ale świadomie zignorowała ostrzeżenia:

Nie słuchałam, choć oczywiście pisanie kryminału jest trudne. Wszystko, co napiszesz, ma znaczenie, wpływa na coś innego w opowieści. Ale ja szukałam właśnie takiego wyzwania.

Największą trudnością okazały się detale – coś, czego w feelgoodzie nie trzeba pilnować z taką precyzją. W wywiadzie dla Bonniers Bokklubb opowiadała z humorem:

Ja, która zawsze staram się wszystko pamiętać, pracując nad detalami swojego kryminału, ledwo pamiętałam, że ziemniak nazywa się ziemniak. W mojej głowie nie było miejsca na nic innego.

Wybór miejsca akcji też nie był przypadkowy. Fjällbacka, skąd pochodzi, „jest już zajęta” przez Camillę Läckberg. Strömstad, gdzie chodziła do szkoły, ma swoją serię policyjną. Zostały więc Wyspy Koster:

Wyspa to marzenie dla pisarza kryminałów – dla policji dojazd jest skomplikowany i uciążliwy. […] Wyspy Koster zawsze miały w sobie coś tajemniczego. Są jednocześnie piękne i niedostępne. Akcje ratunkowe całkowicie zależą od służb morskich, a przy złej pogodzie wyspy mogą zostać praktycznie odcięte od świata.

Hellberg nie porzuciła jednak tego, co zawsze było jej największą siłą – dbałości o postacie i relacje. Po prostu przeniosła je w mroczniejszy świat. Jak sama podsumowuje pierwszą książkę z serii:

To dość mroczna historia, w której ujawniają się brzydsze strony ludzi.

Seria Kostermorden
Nowa seria Kostermorden to literacki debiut Åsy Hellberg w nowym gatunku – i od razu wyraźne odejście od typowego nordic noir. Zamiast zniszczonego, uzależnionego detektywa-mężczyzny autorka stawia w centrum dojrzałą, doświadczoną kobietę.

Vega Varg to 62-letnia policjantka, inspektorka mieszkająca na Nordkoster. Ma dorosłe dzieci, własne życie prywatne, temperament i pewną szorstkość, która nie pozwala jej być ani „miłą ciocią”, ani klasyczną bohaterką. Jest kompetentna, czasem zmęczona latami służby, ale uparta. W śledztwach towarzyszy jej bliski przyjaciel i kolega z Oslo – Leopold Posse, mężczyzna, który woli luksusowe restauracje stolicy Norwegii niż wietrzne wyspy, a jednak pojawia się u Vegi zawsze, gdy sytuacja tego wymaga. Ich relacja – pełna wzajemnego szacunku, ironii i ciepła – stanowi jeden z najmocniejszych atutów serii.

Akcja rozgrywa się na archipelagu Wysp Koster, przede wszystkim na dwóch głównych wyspach (Nordkoster i Sydkoster) u zachodnich wybrzeży Szwecji, tuż przy granicy z Norwegią. To miejsce, które Hellberg zna z lat młodości. Latem wyspy tętni ono życiem turystów, zimą zostaje tam zaledwie kilkuset stałych mieszkańców.

Pierwszy tom – (Piąty dzień, 2025) – zaczyna się gdy nad Kosterm nadciąga jesienna burza. Na plaży przy molo zostaje znalezione ciało młodego mężczyzny. Vega rozpoznaje ofiarę – to Fredde, chłopak, który kiedyś bawił się z jej dziećmi. Niedługo potem znika Norweżka, która odkryła zwłoki. Kobieta jest znaną z tabloidów żoną polityka, więc do śledztwa włącza się norweska policja, a na wyspę przyjeżdża Leopold. W ciągu zaledwie pięciu dni sprawa komplikuje się, pojawia się kolejne morderstwo, świadkowie milczą, a tropy prowadzą w przeszłość. Hellberg buduje napięcie spokojnie, koncentrując się na relacjach i atmosferze miejsca bardziej niż na efektownych zwrotach akcji.

Drugi tom – Ske din vilja (Bądź wola twoja, 2026) – dotyczy brutalego morderstwa na promie między Strömstad a Sandefjord. Dwoje dobrze znanych na Koster ludzi – dziennikarz i adwokatka – zostaje znalezionych martwych, związanych w makabrycznym uścisku. Na pozór nie znosili się nawzajem. Śledztwo ujawnia jednak, że łączyła ich wspólna przeszłość: obóz konfirmacyjny pod koniec lat 90., który zakończył się pożarem i ciężkimi oparzeniami jednej z ofiar. Znowu przeszłość wraca, a Vega i Leopold muszą rozplątać nici, które łączą dawne wydarzenia z teraźniejszością.

Hellberg nie rezygnuje z tego, co zawsze robiła najlepiej. Seria Kostermorden nie jest jednak „feelgoodem w kryminalnym przebraniu”. To historie dość mroczne, choć autorka unika skrajnego pesymizmu i depresyjnej atmosfery wielu skandynawskich thrillerów. Łączy napięcie z opisami środowiska i relacji, które brzmią autentycznie. Dzięki temu seria ma szansę przyciągnąć zarówno fanów klasycznego nordic noir, jak i dotychczasowych czytelników Hellberg, którzy doceniają jej umiejętność budowania postaci i snucia opowieści.

Kolejne plany
Åsa Hellberg nie traktuje Kostermorden jako jednorazowego eksperymentu. Już podczas premiery drugiej części zapowiadała, że seria ma potencjał na dłuższy dystans – w jednym z wywiadów mówiła nawet o dziesięciu tomach. Vega Varg i Leopold Posse stali się dla niej na tyle bliscy, że chce z nimi zostać na dłużej.
Debiut kryminalny okazał się sukcesem zarówno w Szwecji, jak i za granicą (książki trafiają m.in. do czytelników z Niemiec i Norwegii). Hellberg udowodniła, że po latach dominacji w feelgoodzie potrafi bez kompleksów wejść w nowy gatunek i zrobić to na własnych warunkach. Vega Varg to postać, której w skandynawskim kryminale dotąd brakowało.
Hellberg pokazuje, że zmiana gatunku po latach sukcesów nie musi oznaczać utraty tożsamości. Wręcz przeciwnie – może stać się jej naturalnym rozwinięciem.

Autor: Rafał Chojnacki

Dodaj komentarz